Kampania na rzecz picia wody między posiłkami rozwija się bardzo dynamicznie i mało kto może powiedzieć, że nigdy o niej nie słyszał. Okazuje się jednak, że jest to kampania tyleż głośna, co zwodnicza. Coraz częściej mamy bowiem wątpliwości, czym jest tak naprawdę promowana w trakcie jej trwania woda źródlana.
Problemy z nazewnictwem wydają się zresztą tak stare, jak sama historia tej wody, gdy bowiem spytamy osobę napotkaną na ulicy o to, jak mogłaby zdefiniować wody źródlane jej odpowiedź skojarzy nam się z wodami leczniczymi podawanymi w sanatoryjnych domach zdrojowych. Z kolei w sklepach spożywczych, w których sprzedawana jest źródlana woda do picia ekspedientki często dość swobodnie wykorzystują tę nazwę określając w ten sposób również gazowaną i niegazowaną wodę mineralną. Trudno nie zauważyć zatem tego, że woda źródlana może wywołać niemałe zamieszanie. Nie oznacza to jednak, że mamy jej nie pić. Wraz z wodą mineralną( a więc tą, która jest dodatkowo wzbogacana przez swojego producenta ), ta źródlana może być podstawą naszej diety, a gdy nadal brakuje nam witamin i minerałów, nie zaszkodzi sięgnąć również po wody lecznicze. Są one na pewno zdrowsze niż gazowane napoje kolorowe.
Dla mnie woda mineralna czy źródlana w sklepie to jedno i to samo. Kupuję je zamiennie, w zależności co w danej chwili tańsze, a smakowo nie odczuwam jakcihs różnic